Nie ma tu przewodnika, samodzielnie rozpoznasz poszczególne eksponaty – myśli trzepoczą w złotych klatkach, chwile zastygły w mgnieniu, procesy bulgoczą w kolbach, i kręci się, kręci koło za kołem... |
|
2012 styczeń 2011 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2010 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń |
Ryż Po Nowym Roku w najbliższym supermarkecie zrobili przemeblowanie. Przestawili część regałów, przetasowali zawartość, przewiesili plansze informujące, co na półkach jest. Kilka dni to trwało. Pewnego dnia wyruszyłam na poszukiwanie ryżu. Nie było go tam, gdzie był wcześniej, oczywiście. Tam, gdzie wisiała plansza "kasze, ryż", regały zawierały akcesoria samochodowe. Odnalazłam przy którejś półce panią ustawiające dżemy: - Przepraszam, gdzie ukryty jest ryż? - Hm... ostatnio był w koszach na warzywach. Kukurydza Zachciało nam się popcornu. Eksperymentalnie postanowiłam nie potrząsać garnkiem. Plan był taki, że niepotrząsane ziarna szybciej się rozgrzeją i pękną. Realizacja była taka, że niepotrząsane ziarna częściowo przywarły do dna i spaliły się, przez co połowa popcornu była z leksza przypalona, a dym wypełnił całe mieszkanie, jak tylko uchyliłam pokrywkę. Ale połowa była dobra i dała się zjeść. I jedna parszywa łuska przykleiła mi się migdałka i przez dwa dni nie szło się jej pozbyć. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-01-24 o 20:53:29 skomentuj (1) Blog ochodzi dziś 10. urodziny. Mogło to nastąpić trochę wcześniej, gdybym szybciej dała się namówić ludziom z tenbitowego czata na udział w nowym trendzie sieciowym. Cieszę się bardzo, że się zdecydowałam. Ostatnio przeczytałam sobie cały 2002 rok, pierwszy rok bloga. Chwilami z szeroko otwartymi oczami: to naprawdę moje życie??? Ano, moje. Pół biedy fakty, rozpoznaję je, ale o niektórych emocjach czytałam, jak o obcej osobie. To prawie jak wehikuł czasu. Dziesięciolecie powinno skłonić mnie do jakiegoś podsumowania, ale chyba mi się nie chce. Przynajmniej nie w tej chwili. Bo w tej chwili ściubolę kolroowe gwiazdki jako przymocowanie łat do spodni Małej. Wkurzające zajęcie, bo to miały być łaty przyklejące się pod wpływem gorąca - zaczęły odłazić po jednym założeniu spodni. A w dzień dziesięcioletnią historię pracy zarobkowej zaniosę do Urzędu Pracy. I dyplom ukończenia studiów. Chwała Bogu, że był mi ostatnio potrzebny przy tworzeniu CV, bo przez ostatnie 10 lat nawet najbardziej oczywiste miejsce chowania takich rzeczy mi się zmieniło. Znalazłam dopiero trzeciego dnia, po przekopaniu mnóstwa nieoczywistych zakamarków. A jak mnie olśniło, to faktycznie był tam, gdzie sięgnęłam. Śliczna wtedy byłam, w 2002 roku :) Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-01-09 o 01:32:20 skomentuj (0) Dekantacja Jak pozbyć się świerkowych igieł ze żwirku, który stabilizował choinkę w stojaku, nie mając pod ręką Kopciuszka? Jest na to naukowa metoda zwana dekantacją. Należy przesypać zawartośc stojaka do miski i nalać wody. Igły, suche i lekkie, wypłyną na wierzch i można je będzie zlać do sedesu. Czynność należy powtarzać do skutku. Z uwagi na skłonność igieł do przylepiania się do brzegów miski, brzechcząc łapą w lodowatej wodzie, jaka o tej porze roku spływa z kranu. Po zakończeniu dekantacji nie należy zadawać sobie następujących pytań: 1) Czy nie można było wlać do miski ciepłej wody? A przede wszytskim: 2) Po jaką cholerę płukać żwirek, skoro jego przeznaczeniem jest leżenie w bagażniku samochodu na wypadek ataku zimy, żeby w razie czego móc go sypnąć pod koła? Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-01-07 o 19:15:23 skomentuj (0) Mianowicie, wybraliśmy się do kina. Obiło mi się o oczy, że nowy Sherlock Holmes już tuż-tuż, weszłam na stronę kina, żeby sprawdzić, czy oni też robią premierę w pierwszym momencie, a tu oczom moim ukazała sie pokusa: Sylwester w kinie z pokazem przedpremierowym. No to czemu siedzieć w domu, jak można się rozerwać? W pakiecie były dwa filmy. Pierwszym było "Pokaż kotku, co masz w środku". Wrażenia mieliśmy nieco rozbieżne. Moje to: "O, rzeczownik...", panamężowskie: "O, czasownik...". Ten film jest tak beznadziejny, że człowiek się śmieje, bo już nic innego nie może zrobić, poziom absurdu sięga dna. Gdyby nie to, że czekałam na Sherlocka, to wyszłabym po półgodzinie. "Sherlock Holmes 2: Gra cieni" oglądał się świetnie, słusznie się zakochałam dwa lata temu. Ale poprzednia część była lepsza. Miała fabułę. Ta poszła w akcję, mnóstwo scen walki, bardzo efektownych - ale mało jest tego, za co kocha się Sherlocka Holmesa: dedukcji. Niemniej, kocham dalej. Bilety były w cenie standarsowej weekendowej, 45 zł od osoby za całość, czyli dwa filmy i lampkę szampana. Czyli sylwestrowa całość kosztowała nas 101 zł, bośmy jeszcze kupili sobie po kawie między seansami. Minus czipsy, soczki i wiśnie w czekoladzie - kino zadbało o poczęstunek, w dodatku nielimitowany. Minutę przed północą na ekranie pojawił się zegar odliczający czas, półtorej minuty później zniknął, potem jeszcze kilka sekund życzeń od pracowników i film. Bez reklam!!! Fajerwerki znad Wisły było słychać; kino, jak się okazało, nie jest aż tak dźwiękoszczelne. I cała zabawa o jednym piwie, wypitym wczesnym wieczorem, i tym kinowym łyku szampana. Po powrocie do domu grzecznie poszłam spać. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-01-01 o 16:21:52 skomentuj (0) Lampki na choince przypominają mi, jak ojciec układał kiedyś światełka tak, żeby w szybie regału odbijało się A, jak inicjał imienia mamusi. A jesienią mamusia opowiedziała mi jeszcze dwie anegdoty. Pierwsza o firankach była. Pewnego razu ojciec wygotował firanki. No bo białe sie gotuje. Ileż sie mamusia namordowała, żeby je rozprasować! Wyrzucić nie mozna było, bo nowe nie do dostania. Ale faktycznie bielsze były. Druga o kotletach mielonych. Ja miałam wtedy ze 2-3 lata, bo mama pracowała na zmiany. W domu było mięso mielone, to ojciec postanowił zrobić kotlety. Ale mu nie szło, więc zgarnął dziecię i poszedł na koniec ulicy do telefonu, żeby żonie pracującej zadać pytanie: - Ile trzeba to mięso wyrabiać, bo wcale nie odchodzi od ręki! Taaaaak. Babcia była mistrzynią drożdżowego ciasta, drożdżowe wtedy jest wyrobione, kiedy odchodzi od ręki. Jakim cudem przeoczyli technologię wyrabiania mięsa na kotlety? Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-12-30 o 00:18:11 skomentuj (0) Miała być taka jak zwykle, trochę niższa ode mnie, żeby - stojąc na szafce - sięgała prawie do sufitu. Ale ta była taka ładna i gęsta, że w zasadzie nie można było jej nie kupić. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-12-23 o 21:45:08 skomentuj (0) We wtorek wieczorem komórka ogłosiła strajk. Jej pożądanie prądu z ładowarki wydało mi się lekko podejrzane, ale dopiero próba włączenia zdechłej aparatury ukazała pełnię problemu: zamiast ekranu na kod pin pokazało się "test mode" i nie pomogło mu ani wyjęcie baterii, ani całonocne ładowanie. Od środy używam sprzętu, który ma co najmniej dziewięć lat, jak nie więcej. Była moim telefonem, odziedziczonym po Panu Mężu, kiedy zastąpiła ją szara nokia, skradziona w 2003. Zdaje się, że to model 3210. Wczoraj wieczorem, kiedy jechałam do galerii w celu zakupienia Juniorowi nowej bluzy*, Ciapek zaczął sie dziwnie zachowywać. Został więc pod galerią, ja i Mała wróciłyśmy autobusem. Dziś Ciapek doznał przeglądu, podobno pan z serwisu zapytał: "W jakim rajdzie brał udział ten samochód"? Ha ha, jeżdżenie do pracy dziurawą jezdnią. Koszt naprawy: tysiąc złotych, plus minus półtorej stówy. Jak na tę porę roku, czyli między poczatkiem roku szkolnego a Gwiazdką, kwota przerażająca. Jak na fakt, że zgodziłam sie na wcześniejsze rozwiązanie umowy i odebrałam już wynagrodzenie za ów kwartał - tym bardziej. * Dopiero co Junior miał trzy bluzy i garść koszulek. Jedna z bluz właśnie okazała się za mała. Dziecko zostało z dwiema, z czego jedna brudna, jedna nieświeża. Piorę, wieszam, zdejmuję ze sznura. Pięciominutowa akcja pod hasłem: "Czy to na ciebie dobre?" wykazała osiem za małych koszulek, kupionych wiosną i latem, a jeszcze musimy przekopać szefkę i wyjąć z niej ciuchy jeszcze o numer mniejsze. Nieprawda, że prościej nakarmić niż ubrać. Nie dość, że rosnący nastolatek przerabia tony jedzenia dziennie, to jeszcze po dawnemu wybredny. Cebulka nie, papryka nie, kiszony ogórek nie, jajko sadzone nie, bigos nie, surówka z czerwonej kapusty nie. Chwała Bogu, że chociaż Mała jada obiady na stołówce, a jak przypadkiem obiad trzyosobowy, to zje miskę kaszy jęczmiennej z cebulką i papryką albo mieszanka warzywną, i uważa, że dobrze ją w domu karmią. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-11-10 o 23:47:26 skomentuj (1) Wpadłam dziś do wychowawczyni Małej zamienić kilka słów. Pani się strasznie ucieszyła na mój widok, bo też chciała zamienić ze mną kilka słów. A zadała mi pracę domową: kupić Małej zeszyt w jedną linię i każde 2 z trzech linii pociągnąć flamastrem w innym kolorze. Dziecięta mają zeszyty w trzy linie, ale pani coś sie nie spodobało w kaligrafii mojej córki, skonsultowała się z terapeutką i wyszło im, że w normalnym zeszycie linie są za drobne dla mojego dziecka, więc mam zrobić zeszyt z liniami dwa razy szerszymi. No to dłubię i po godzinie mam 1/4 roboty za sobą. Zeszyt ma 32 kartki. Do pólnocy się wyrobię. A nawet szybciej, jak przestanę snuć się po Internecie, zamiast precyzyjnie rysować linie. Tyłko nadgarstek zaczyna mnie pobolewac od trzymania linijki. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-10-17 o 20:02:57 skomentuj (0) Z jakiegoś powodu nabrałam ochoty na posłuchanie Nirvany, konkretnie MTV Unplugged in New York. Kaseta, która nie wiem skąd trafiła do mnie kilkanascie lat temu, na pewno leży w pudełku z kasetami, ale trzeba by ją znaleźć, a potem odkopać zza wału zabawek wieżę. Prościej było znaleźć sobie ten koncert na Youtube. Słuchać chciałam, ale raz i drugi zauważyłam coś dziwnego, więc przyjrzałam się uważniej. Kura, Kurt Cobain to bardzo ładny chłopak był, o bardzo delikatnej urodzie, rzęsy długie, brwi równe, nos zgrabny. Ale to widać dopiero w odpowiednim ujęciu twarzy. A przez te 18 lat na zdjęciach i migwkach widziałam głównie obleśny sweter, przetłuszczone włosy i wykrzywioną gębę. Obrzydliwość. A tu taka niespodzianka. Aż mi głupio. W końcu facet już nie żyje, mam wrażenie, że nieco szargałam jego pamięć niesprawiedliwą opinią. Drugi ładny chłopak, który trafił na orbitę moich chwilowych zainterosowań, to Edward Cullen. Znaczy: postanowiłam poznać kultową pozycję popkultury i przeczytać "Zmierzch". Aaaaaaaaaaaaa! Nie pirzgnęłam dziełem po trzech stronach tylko dlatego, że jako inną opcje zabicia czasu miałam tylko sudoku w komórce, a trochę mnie oczy bolą, jak bawię się dłużej niż jeden diagram średni. Dzieło jest koszmarne. Głównie językowo, bo co do akcji, to nie miałam złudzeń i postanowiłam przetrwać. Ale słowo daję, gimnazjalistki tworzące opka na blogaskach piszą niewiele gorzej. Ale jestem dzielna i co trochę podejmuję próbę przebicia się przez kolejne strony. Dotarłam już do polanki, na której się Edwardowi brokat na skórze objawia. I doczytam tylko po to, żeby potem móc uczciwie mówić, że to gówno. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-10-14 o 16:04:50 skomentuj (0) Dostałam dziś wypowiedzenie z pracy. Mam trzy miesiące na znalezienie nowej. Mam nadzieję, że znajdę i dzisiejszy dzień będzie początkiem nowego życia. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-09-30 o 23:35:57 skomentuj (1) Czytałam ostatnio "Dogonić tęczę" Fannie Flagg. Przyjemnie się czytało, dopóki najmłodsi bohaterowie nie dorośli. Bo wtedy akcja z leniwej a szczegółowej zmieniła się w krótkie migawki, a kolejne dekady zajmowaly mniej miejsca niż w poprzednich rozdziałach rok. Skończyłam, przekartkowałam, przejrzałam spis treści. I zrozumiałam. Jak w życiu. W dzieciństwie czas nam płynie powoli, rok to długi okres, a każda chwila to brzemienne wydarzenie. Im jesteśmy starsi, tym lata szybciej mijaą. Między wakacjami a wakacjami, między Gwiazdką a Gwiazdką, jest szereg podobnych dni, a rok podobny jest do roku. Najłatwiej kotwiczyć wydarzenia na dzieciach: to było wtedy, kiedy X był malutki, a tamto wtedy, kiedy szedł do szkoły. Ogólne refleksje po lekturze są lekko depresyjne: świat się coraz szybciej zmienia. Za 20-30 lat nowe technologie wywrócś znane ralia do góry nogami. Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-09-23 o 22:47:01 skomentuj (2) Jeszcze 1 września odbyło się pierwsze zebranie dla rodziców pierwszaków z podstawówki. Miałam iść, ale w ciągu dnia Pan Mąż nabrał ochoty i poszedł. Z karteczką zawierającą kwestie, na które chciałam uzyskać odpowiedzi, na przykład, czy zajęcia na basenie (na które trzeba miec mnółstwo przedmiotów, spisanych na kartce z wyprawka dla pierwszaka, którą rozdawano na zebraniu przedwstępnym w czerwcu) będą od razu, czy w nieokreślonej bliżej przyszłosci, albo, jakie mają być figury geometryczne, na tej samej kartce nakazane. Siedziałam sobie i dostałam mms-a. Znaczy, informację od operatora, że jak wejdę na stronę i się zaloguję, to obejrzę wiadomość. Najpierw zignorowałam, potem ostrożnie weszłam na stronę. Numer był znajomy, przetrałam oczy, tak, mężowski. Potem jeszcze chwila kombinowania, ściągnięcia zdjęcia i oto mym oczom ukazała się kilkunastopytaniowa ankieta. Domysliłam się, że Pan Mąż, jak i pozostali rodzice, muszą odpowiedziec na trudne pytania: czym się dziecko lubi bawić, co je cieszy, co je złości. Jak tu wyrzeźbić w smsie odpowiedzi, żeby się nie namordować? Ciężko było, streścić się i jednocześnie wysłać konkrety. Ale dałam radę, choć gdyby Pan Mąż był pod ręką, to byłoby niemiło, bo jeszcze mnie poganiał smsami! W każdym razie, historyjka powyższa budzi zgorszenie, to sobie ją tu zapiszę. Następnego dnia był już pierwszy normalny dzień w szkole. Po lekcjach dowiedziałam się, że Mała rano była trochę niegrzeczna, ale potem się poprawiło. Nihil novi, od pierwszego dnia w przedszkolu słuchałam, ze mam niegrzeczne dziecko, owszem, bardzo inteligentne, z dużym zasobem słów, z zaskakującą wiedzą, ale samowolne, niegrzeczne i w ogóle dziecko indygo. Mała, przesłuchana, zeznała że jej się nudziło w trakcie zabawy zorganizowanej przez panią i za karę pani kazała jej siedzieć na krześle z zakazem udziału w owej zabawie. A potem Mała już była grzeczna. A czwartego dnia szkolnego zamieniłam z panią kilka zdań organizacyjnych pod stołówką i dopytałam, jak sobie z moim gagatkiem radzi, może powinnam coś z dzieckiem omówić? A pani powiedziała, że to złote dziecko. I rozwinęła myśl: że bardzo grzeczna, inteligentna, z dużym zasobem wiedzy jak na pierwszaka, a jak na takiego małego, to już w ogóle. Chwila, wróć. Grzeczna? No, grzeczna. Na początku były drobne problemy, ale pani ma świetną metodę, odsyła łobuza (dowolnego) na krzesełko na 3 minuty, i to działa, a Mała jest grzeczna. Trwałam w szoku przez dwa dni. W piątek znów rozmawiałam z panią podczas wymiany kwitków (ja jej bilans sześciolatka, ona mi notatkę od logopedy) i pani podtrzymuje opinię, że Mała świetnie się zachowuje w klasie. Na apelu było gorzej, ale pani to rozumie, bo to małe dziecko i trudno mu wysiedzieć spokojnie, a w klasie tego problemu nie ma, bo jak ktoś szybciej pracuje, to dostaje dodatkowe zadania, żeby nie wariował z nudów. Tak mi dobrze, tak mi mów. A ja się tak bałam, jak szkoła sobie z Małą poradzi... Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2011-09-14 o 01:51:12 skomentuj (0) |
Inne ośrodki kultury Zobacz koniecznie Fotografie Małej - najnowsze! z 1 września! Hit dnia Historia jak z filmu Blogowisko Logowanie Junior i Mała - moje dzieci Blogi czytające Blogi czytane Pożyteczne Google - moja miłość Wikipedia - jak już wiadom, czego szukać Trzecia tabela kolorów - dopasowanych Druga tabela kolorów - dopasowanych Jedna tabela kolorów Częściej lub rzadziej #sedes - mój ukochany kanał eDziecko na gazecie - miejsce dla eMam Pajacyk Tenbit - tam się wszystko zaczęło Google - ulubiona wyszukiwarka Amanda - tam w Galerii są moje zdjęcia, gdyby komuś zależało Listy do Damy Pik |