Pałac Damy Pik zaprasza na Wystawę Złapanych Chwil i Myśli.
Nie ma tu przewodnika, samodzielnie rozpoznasz poszczególne eksponaty – myśli trzepoczą w złotych klatkach, chwile zastygły w mgnieniu, procesy bulgoczą w kolbach, i kręci się, kręci koło za kołem...
Nabywcy karnetów



Mapa czasu

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



Radość o poranku

Dawno, dawno temu, miałam zwykły, czerwony, 200-mililitrowy kubek Nescafe. Miałam też drugi, malutki, taki sam, tylko 100-mililitrowy. Ten mały właściwie mam nadal. Jak Mała miała mniej więcej dwa lata, zaczęła dostawać w nim picie. Któregoś letniego dnia przy śniadaniu wygłosiła monolog:

Kafe.
Jes papisane kafe.
Jes duzy kubek i mały kubek.
Kalolci jest mały kubek.
Jak miło!!!!


Zapisałam to na forum, pod tytułem "Radość o poranku".

Niedawno w sklepie znów pojawiły się 200-mililitrowe kubki do kupienia z kawą. I tak się zastanawiałam, czy warto, tyle pięknych kubków na świecie wszak. Aż zauważyłam, że na obecnych kubkach są wzorki, napisy. Przeczytałam: "Radość o poranku". I musiałam kupić.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-05-25 o 01:46:27
skomentuj (0)
A w maju trzeba kupić

Podręczniki dla Juniora.
Dwie nauczycielki skończyły materiał I klasy gimnazjum i kazały na resztę roku dokupić klasę II.
Jak żyję, nigdy nie słyszałam o kupowaniu podręczników w maju, bo nie zdążyć zrealizować programu, to tak, zdarzało się.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-05-17 o 19:58:49
skomentuj (0)
Piosenka na Euro

Obstawiałam Marylę Rodowicz - znana wszystkim, opoka polskiej estrady, a piosenka nienajgorsza.
Wynik  zaskoczył mnie jak chyba wszystkich. Ale mam swoja teorię na temat głosujących. Wcale nie sądzę, jak niektórzy, że to głosowali seniorzy, którzy ledwo potrafią komórkę obsłużyć. Ja obstawiam dowcipną młodzież, od gimnazjalistów do studentów. W przeddzień głosowania mignął mi w którymś serwisie rozrywkowym filmik z "Koko Euro spoko" pod hasłem "A może to?". Świetny dowcip. Siła Internetu w propagowaniu śmiesznych treści jest wielka. Szczyt fali musiał przypaść na głosowanie, co to jest, złotówka z groszami za taki świetny żart.
No to mamy.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-05-04 o 16:41:23
skomentuj (1)
Sezon sandałowy

Rozpoczęty!

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-04-27 o 20:55:19
skomentuj (0)
Czytelnictwo chorobowe

Piątek
Na fali silnej fascynacji Sherlockiem Holmesem z filmu z 2009 roku, powtarzam sobie dostępne mi utwory A.C. Doyle'a. Głównie opowiadania, ale nie tylko, wykopałam na półce "Studium w szkarłacie". I trwam w szoku.  Po pierwsze daltego, że wydawało mi się, że swego czasu czytałam wszystko, a jestem prawie pewna, że tego nie. Po drugie dlatego, że tu... Sherlock Holmes jest... ludzki. Odczuwa emocje i wyraża emocje. Radość z odkrycia, gorycz, gdy sława spływa na kogoś innego. Tu jest u progu kariery. Jeszcze potrzebuje współlokatora, żeby wynająć mieszkanie, to samo mieszkanie, o którym jakiś czas później dr Watson pisze, że suma czynszów Holmesa wystarczyłaby na kupienie całego domu.

Sobota.
"Matka wszystkich lalek" Moniki Szwai.
Jak Szwaję lubię za miłą rozrywkę, tak przy tej książce od pierwszej chwili miałam złe przeczucia, ale internetowa sprzedaż, wspomniana na pierwszych stronach, przytępiła czujność. I retrospektywę do czasów II wojny światowej przełknęłam. A potem zmuszona  byłam zmierzyć się z tematem Lebensborn. Nie, zebym nie wiedziała, że cos takiego było, ale pierwszy raz w życiu miałam okazję spojrzeć oczami dziecka, które z Polki stało się Niemką. Spojrzeć na nastroje antypolskie w Niemczech.
Nie chcę czytać o II wojnie, świadomie staram się omijać temat, ale czasami trafia mi w ręce.
Biografii Elżuni pewnie bym nie zniosła, ale przeplatana jest współczesną historia Marianny, Bretonki, która nagle dowiaduje się, że jej ojciec nie jest jej biologicznym, a biologiczny pragnie ją poznać i zaprasza w Karkonosze.
Karkonosze... od dawna wiem, że Szwaja je kocha, co najmniej od "Romansu na receptę", opisany tam zmontowany wschód słońca nad Śnieżką chciałabym obejrzeć.... i od razu, odkąd Marianna tam trafiła wiem, że też się zakocha.
Bez Marianny chyba nie byłabym w stanie poznać historii Lisbeth, Ilse, Lizy, nie cierpię skiążek o II wojnie ze świadomością, że  "ludzie ludziom zgotowali ten los".
Z lektury wyszłam bogatsza,

Niedziela.
"Herbata z jaśminem" Agnieszki Gil.
Agnieszka jest moją przyjaciółką i dużą część "Herbaty..." poznałam - podobnie jak wcześniej "Dziki szczaw" - na długo przed wydaniem. Ale bez zakończenia. Spędziłam więc niedzielę nad historią Kury.
Kura, powiedzmy wprost, wychowuje się w rodzinie alkoholików: brzydkie, brudne mieszkanie, czteropak piwa na porządku dziennym, mało pieniędzy. Beznadziejny adorator typu dupa, połamana gitara, nowa szkoła - tak przedstawia się punkt wyjścia opowieści.
Potem jest miły chłopak, oprowadzający po Wrocławiu, kłopoty przyjaciółki, babcia, prababcia, wprowadzająca się do domu naorzeciwko rodzina słodka do obrzydzenia i hobby zamienione na herbatę z jaśminem pitą z sympatycznym studentem.
Zgodnie z atawizmami, powinnam kibicować studentowi, bo wedle książki jest moim kuzynem - Kura tak samo wymawia R, jak Mała przed interwencją szkolnego logopedy, i wspomniane jest o tym w książce. Ale kibicuję temu miłemu, bo chodzi w czarnym płaszczu i ma oryginalne pomysły.
Teraz będzie spojler. Tradycyjnie, ctrl+A, i będzie widoczny.

W pewnym momencie pogodziłam się z tym, że kuzyn wygrał z miłym. Ale finalnie okazało się, że nie. Kura rozpoczęła nowe życie bez chłopaka/mężczyzny u boku. . I choć lubię słodkie happy endy, to uważam, że tak, jak kończy się "Herbata z jaśminem", jest lepiej. Co nas nie zabiło, to nas wzmocniło, a teraz "Księga, otwarta w przyszłosć", nowe perspektywy, nowy ład w duszy i wolność.
Takie zakończenie jest rzadkie, zazwyczaj jak się układa, to na wszystkich frontach. Najlepiej pamiętam "Żegnaj na zawsze" Onichimowskiej, ale nie wykluczam, że i w innych z kolekcji "Filipinki" było podobnie. Inaczej, ale podobnie. Ostatecznie, choć chłopak ważna rzecz, ważniejsze jest, żeby siebie sobie poukładać. Kura siebie sobie poukładała, na tyle, na ile można w wieku 17 lat.

Ponieważ Agnieszka jest moją przyjaciółką, pozwoliłam sobie na niewinny żarcik. Lepszy był jako pełna strona, ale publicznie wygodniejszy jest jako jpg. Enjoy.

Poniedziałek.
"Wojny duszków" Herbie Brennan.
Rozstrzelać tłumacza, był nim Z.A.Królicki.
"Duszki" sugerują, że to książka mniej więcej dla dziesięciolatków. Po lekturze wcale nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam, podsuwając ją Juniorowi, bo to mroczna, pełna flaków, zbrodni i polityki fantastyka. Fantasy o światach równoległych, z których jeden zawiera demony. A "duszki" to współistniejące narody, "Duszki Światła" i "Duszki Nocy". Jaki naród określiłby się mianem "duszków"?  Książka niezła, o ile się potrafi zamknąć umysł na słodkie i niewinne brzmienie słowa "duszki".


Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-04-21 o 01:03:35
skomentuj (0)
Retrospektywy wiosenne

W 2012 pierwszy raz w życiu udało nam się oddać PIT wcześniej niż pod koniec kwietnia. Jeszcze w marcu.

Pod koniec marca Kapsel przeniósł się do Krainy Wiecznych Łowów, czy gdzie tam przenoszą się żółwie. Pewnego dnia popatrzyłam, stwierdziłam, że jutro przejdę się z nim do weterynarza, a jutro już było po żółwiu. Został mi Ziutek Bradowy.

Niektórym ludziom się wydaje, że jak już mają te 14 lat, to wyprawa z koszyczkiem do poświęcenia pokarmów jest wstydliwym obyczajem, który trzeba odbyć chyłkiem i bez ostentacji. Oczywiście, przy stoisku z obwarzankami zasada nie obowiązuje i człowiekowi w wieku 14 lat obwarzaanki się należą jak każdemu dziecku.
Wielkanoc sypnęła śniegiem. Zaskakująco, bo było juz ciepło. Franka ubrała się w pantofelki, ja w czółenka, a między domem teściów a domem mamusi sypnął gruby, wyraźny śnieg. Nie takie pojedyncze płatki, które można zignorowac i zwalić na "kwiecień-plecień"

Mała, zainspirowana przykładem babci, wkręciła się w kiełki. Zawsze mi się wydawało, że to skomplikowane. Że trzeba kupić kiełkownicę  na allegro. Albo odczyniać skomplikowane rytuały nad słoikiem, opisane na opakowaniu nasion rzodkiewki. A okazuje się, że to równie łatwe jak sianie rzeżuchy.

Tydzień po Wielkanocy dorwała mnie infekcja. Czyli: katar wielki, zużywający pudełko chusteczek na dobę; kaszel wielki, wyganiający Pana Męża z sypialni i powodujący, że 4:05 na komórce to tylko hasło "kiedy ten syrop przeciwkaszalowy zaczine działać?"; i ogólne  osłabienie, wymagające polegiwania w łóżku. Przez cztery dni wyrobiłam czytelniczą normę statystycznego Polaka na dwa lata.


Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-04-21 o 00:31:43
skomentuj (0)
Nie mam sklerozy

W ubiegły czwartek robiłam dzieciom kanapki: dwie dla Juniora do szkoły, jedną dla Małej na śniadanie.
Wyjęłam pięc kromek chleba, zrobiłam i zawinęłam kanapki dla Juniora, patrzę - a tu talerz pusty. Skleroza, ot. Wyjęłam kromkę dla Małej.
Po południu Dżu wraca ze szkoły i pyta:
- Mamo, czemu mi do jednej kanapki spakowałaś suchą kromkę chleba?

W ostatni czwartek byłam na zakupach, no i potem stałam pod lodówką, wypakowując: wędlinę, mleko, kiszone ogórki, jogurt, kefir. Chwila, a gdzie drugi, brałam dwa chyba? Macam torbę, macam, zaglądam okiem, a tam już tylko cebula i płatki. Skleroza, ot.
Zamknęłam lodówkę, schowałam płatki do szafki, cebulę do miski - a torba jeszcze waży więcej niż pusta torba. Kefir sie schował w rogu!

Nie mam sklerozy. To tylko złośliwość rzeczy organicznych.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-03-25 o 00:33:41
skomentuj (0)
Jaką krzywdę robi brak czegoś

Wczorajszej nocy wypadła mi z zęba plomba. Miałam ją coś kole dwudziestu lat, myślałam, że będzie wieczna - nic nie zapowiadało przykrości, która stała się moim udziałem. Ząb nie bolał.
Trzonowy dolny był, okazało się, że to, co zostało, jest tak ostre, że kaleczy język. Zasnąć się dało, acz wspominałam czule niewielki silikonowy gryzaczek Małej, który po jej niemowlęctwie służył mi jako zakładka do książki, czasami w ferworze lektury zaciskałam na nim zęby zamiast gryźć paznokcie...
Rano okazało się, że - mimo racjonalnych założeń - do poniedziałku nie wytrzymam. Nie wiedziałam, że język jest tak ruchliwym organem: bierze udział nie tylko w jedzeniu i żuciu, ale rusza się też przy zlizywaniu jogurtu z łyżki, połykaniu czegokolwiek, i, oczywiście, złośliwie sam z siebie, żeby sprawdzić, czy na pewno dzieje mu się krzywda.
Intensywnie przesłuchiwane google ostatecznie pomogło wytypować trzy miejsca stomatologiczne, działające w sobotę.
Jedno miało komplet pacjentów umówionych plus nadwyżki nagłe i zero szans na przyjęcie kogoś z zewnątrz.
Drugie miejsce było jednoosobowe, i ta osoba akurat dziś była na szkoleniu gdzieś tam.
Trzecie miejsce powiedziało, że mogę spróbować się dostać.
Odstawiłam Małą do babci (Pan Mąż złośliwie miał dziś zjazd na uczelni) i udałam się na oczekiwanie.
Trzy kwadranse czekania, jeden kwadrans zabiegu.
Gdyby nie poharatany język, nawet bym nie wiedziała, że coś mi było.

Tak sobie myślę: jakie to błogosławieństwo, że plomba poszła w cholerę wczorajszej nocy, a nie dzisiejszej, w niedzielę szanse na pomoc zerowe. Dziś trzeba było tylko ostrożnie pić kawę na urodzinowej imprezie zaprzyjaźnionej dziewczynki, i nie gadac za dużo.
I jeszcze myślę o jakości usług: te dwadzieścia lat temu miałam leczone oba zęby, symetrycznie. W lewym po krótkim czasie rozwinęła się zgorzel pod plombą, co mi załatwiło paskudny ból na szkolnej wycieczce, i ekstrakcję w długi weekend majowy. Prawa plomba wytrzymała dwadzieścia lat i dziś nie trzeba było borować, żeby załozyć nową.

A, jak już jestem w temacie... na tej szkolnej wycieczce przekonałam się pierwszy i ostatni raz w życiu, co robi z człowiekiem nadmiar leków. Miałam ze sobą pabialginę, szybko przestawała działać, więc brałam następną. Skończyło się na parszywym, nieznikającym uczuciu oderwania od rzeczywistości. Zostały mi w pamięci tylko najmocniejsze wrażenia: ominęło mnie nocne ognisko, a rano w gazetach ogłoszono, że Szymborska dostała Nobla. "Nigdy więcej", postanowiłam. Na zawsze, żadnych narkotyków, parszywie było po leku przeciwbólowym, nie chcę sprawdzać innych substancji. I tego się trzymam.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-03-24 o 23:57:16
skomentuj (0)
Koniec tenbitu

Raz na kilka miesięcy - tak dwa, trzy razy w roku - loguję się na konto pocztowe w tenbicie, ot, żeby spamy wyczyścić, bo wiadomości już od dawna żadnych sie tam nie spodziewam. Portal umarł wieki temu, ale nikt go nie zutylizował.
Ale w onecie przypomnieli sobie o tenbicie, pewnie sprzątają, zanim sami zostaną sprzedani.
I oto na stronie tenbitowej poczty widzę info, że 5 kwietnia 2012 poczta zniknie.
Ech... szkoda trochę...

Update
Przypomniałam sobie, jak to było, gdy zamykano czat tenbitu.

Update z połowy kwietnia
Niby było po terminie, ale postanowiłam się zalogować. Zaproponowano mi migrację do onetu. No to się zmigrowałam. Konto w tenbitowej domenie, ale logowanie z onetu.

Update z 1 maja.
Z czystej ciekawości weszłam znów na tenbit i spróbowałam się zalogować na pocztę. O dziwo, zalogowało. O większe dziwo, były tam nowe maile - trochę spamu i jeden newsletter, na który się zapisałam z dekadę temu i który wciąż regularnie przychodzi. Ostatni spam ma datę 23 kwietnia, więc całkiem świeży.
Ki diabeł, pomyślałam. Zalogowałam się na to konto spod onetu. O mega dziwo. Są tam zupełnie inne maile, typowe onetowe reklamy mailingowe. Data pierwszej reklamy to 18 kwietnia.
Teraz mam dwa konta o tym samym adresie.
Niech ktoś do mnie napisze na wiadomy adres, uprzejmie doniosę, co dalej.


Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-03-24 o 14:19:35
skomentuj (4)
6 lutego

Nigdy nie umiałam stworzyć fikcji literackiej. Piszę blog, pisuję recenzje, nawet jakiś artykuł mi się trafił, ale wszystko oparte na faktach, przemyśleniach, refleksjach.
Aż tu pewnej nocy, 6 lutego, spłynęło na mnie natchnienie, tak znienacka, i wymyśliłam opowiadanie o chłopcu, który myślał, że w nocy go budzi duch, a to był tylko żółw, który zwiał z akwarium. Żółw, który zwiał, to fakt, ale chłopca i resztę wymyśliłam.
Rano wstałam i szybko spisałam całość.
A potem posłałam do koleżanki, pracującej w wydawnictwie, dla którego ów artykuł i niektóre recenzje pisałam. Miałam wrażenie, że kiedyś mnie zachęcała do stworzenia opowiastki dla dzieci.  Potwierdziła, historyjka jej się spodobała, mieli ją opublikować w niewielkim lokalnym miesięczniku kiedyś tam.
Następnego dnia okazało się, że ktoś, kto miał dostarczyć swoją zakontraktowaną historyjkę, nawalił, więc mam szybciutko swoją doszlifować, zredagować - do południa.
Mimo wielkich kłopotów z internetem, jakoś się udało. I historyjka ukazała się drukiem, a jakiś tydzień później była tez dostępna online. Aż szkoda, że nie mogę się nią tu pochwalić, ale podpisana jest moim nazwiskiem, a na blogu chcę zachować anonimowość na tyle, na ile się da.
Jestem z siebie dumna.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-03-18 o 21:55:09
skomentuj (0)
Filmowo

Ten rok jest jakiś wyjątkowy, jeśli chodzi o filmy - dopiero zaczął się marzec, a ja już mam na koncie trzy.

Pierwszy był Sherlock sylwestrowy, po północy.

Druga była "Iron Lady", na którą wybrałam się z mamusią w połowie lutego.
Film był świetny, ale miałam po seansie potwornego kaca moralnego: to nie jest film, który człowiek powinien oglądać z własną matką, która jest wdową, i której matką jest osoba z chorobą Alzheimera.
Sama obejrzałabym z przyjemnością. Ale nie spodziewałam się nic więcej poza biografią. Trailerów nie oglądałam, a na obrazkach była tylko Meryl Streep w wielkiej formie.
Mama nie miała pretensji, upewniłam się telefonem: twierdziła, że jest zadowolona z wypadu, z okazji do obejrzenia kandydata do Oscara i powiedziała wprost, że ma mi nie być głupio, że ją zabrałam na taki film.
Ale jest mi.

Trzecia była "Mamma mia" w telewizji. Nie oglądałam w kinie, bo to nie był ten czas, kiedy idę do kina. Jako dobra córka, zadzwoniłam do mamusi, żeby uprzejmie donieść, że telewizja puszcza fajny film. A potem mnie zmroziło - czy aby na pewno będzie miły i przyjemny, acz dobry?
Na szczęście był. Pomijając totalne rozczarowanie głosem Pierce'a Brosnana - taki przystojniak powinien lepiej śpiewać.
Podobała mi się trójsymetria: matka z przyjaciółkami, córka z przyjaciółkami, trzech ojców.
A "Dancing Quenn" wciąż mam przed oczami i uszami - ogólnie jako afirmację kobiecości, w szczególe ten moment, kiedy do korowodu tańczących kobiet dołącza zbieraczka chrustu.


A teraz obejrzałam sobie w tv "Ile waży koń trojański" i - tak jak przewidywałam - z przyjemnością.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-03-04 o 00:04:40
skomentuj (0)
To jest ten rok

Niedawno sobie uświadomiłam, że to jest ten magicznie matematyczny rok, w którym:
- mój syn starszy jest od mojej córki równe dwa razy;
- suma wieku moich dzieci wynosi tyle, ile miałam wtedy, kiedy urodziłam starsze;
- teraz mam tyle lat, ile suma wieku Małej i podwojonego wieku Juniora, albo suma wieku Juniora i potrojonego wieku Małej;
- wiek Małej pomnożony przez 4 da mój wiek, kiedy ją urodziłam.

Rocznikowo, oczywiście, bo jest luty, czyli całkiem niedawno skończyłam 34. No, ale to w zeszłym roku było.

Dama Pik dodała ten eksponat dnia 2012-02-29 o 01:02:23
skomentuj (0)
Inne ośrodki kultury

Zobacz koniecznie
Fotografie Małej - najnowsze! z 1 września!

Hit dnia
Historia jak z filmu

Blogowisko
Logowanie
Junior i Mała - moje dzieci
Blogi czytające
Blogi czytane

Pożyteczne
Google - moja miłość
Wikipedia - jak już wiadom, czego szukać
Trzecia tabela kolorów - dopasowanych
Druga tabela kolorów - dopasowanych
Jedna tabela kolorów

Częściej lub rzadziej
#sedes - mój ukochany kanał
eDziecko na gazecie - miejsce dla eMam
Pajacyk
Tenbit - tam się wszystko zaczęło
Google - ulubiona wyszukiwarka
Amanda - tam w Galerii są moje zdjęcia, gdyby komuś zależało







Listy do Damy Pik